Kulisy Władzy
Nie wiem kto komu udzielał poparcia w II turze wyborów w 2018 roku, fakt faktem, prezydentem Raciborza została postać nieznana szerokiemu gronu, powiązana jak głosiły lokalne plotki, z upadłym biznesem.
No i zaczęło się urzędowanie” zamkniętych drzwi’.
Zamknięty w przestrzeni swego gabinetu pan prezydent nie wpuszczał pracowników, pod pretekstem wiecznego braku czasu, a na uzgodnienia rozmaitych spraw pracownicy czekali tygodniami. Za sprawami stali petenci, którzy również tygodniami nie mogli się doczekać załatwienia swoich wniosków .
Wszystko w ramach zapowiadanej „ DZIESIĄTKI „ Dariusza Polowego – „ pkt. 6 traktowanie mieszkańców jak szanowanych klientów administracji , a nie jak petentów”.
Ta „ Dziesiątka ” przewijała się przez całą pięcioletnią kadencję. Jak bardzo się przewijała ? Oto tylko kilka przykładów:
- „Budowa portu na Odrze” – cieszymy się z wreszcie żeglownej Odry
- „Maksymalizacja działań prowadzących do szybkiego powstania drogi Racibórz – Pszczyna” – przez 5 lat nie zrobiono nawet projektu kolejnego odcinka tej drogi, za to ochoczo promował się Pan Prezydent na pierwszym odcinku będącym w istocie sukcesem poprzedniej ekipy.
- „Budowa nowych mieszkań” – poza budynkami na ul. Łąkowej, będących pomysłem sprzed kadencji „Dziesiątki” nie wymyślono nic.
- „Nowe tereny inwestycyjne” – przez pięć lat nie wdrożono pomysłu poprzedników, prowadzącego do wytyczenia kolejnej nowej strefy aktywności gospodarczej przy ul. Mikołowskiej.
- „Usprawnienie bezpieczeństwa na drogach” – zupełny brak koordynacji terminów remontów dróg – przez pół roku równoległe zamknięcie kilku ulic, zwłaszcza wylotowych z miasta, powodujące kompletne jego zakorkowanie.
- „Działki dla młodych” – owszem, przygotowane przez poprzedników Koszalińska (sprzedano resztę), Chorwacka, Grecka – maksymalne przeciąganie prawie gotowych działek do zbycia. Nowych lokalizacji brak.
- „Rewitalizacji Parku Jordanowskiego” – a jakże, uroczyste przecięcie wstęgi na otwarcie – sukces poprzedników.
Wiele tych obietnic można by wymieniać, ale o jednym sukcesie nie wypada nie wspomnieć.
Takim mianowicie, że urząd stał się rekruterem dla oddanych sercem, nie zawsze kompetentnych rzeszy nowych ludzi. Zatrudnienie wzrosło statystycznie ponad 10%, ale tylko statystycznie, bo np. w gospodarce nieruchomościami prawie o 50 %. Nowi wierni pracownicy byli sowicie wynagradzani wg, nie jakiś tam obowiązujących poprzednio regulaminów wynagrodzeń i awansów, ale według stopnia wierności i stopnia wprawiania pana prezydenta w dobry nastrój. Im bardziej tym więcej.
Stara doświadczona kadra została wyrzucona na bruk, często bezpodstawnie, co później potwierdziły sądy, a mieszkańcy ze swojej kieszeni zapłacili dziesiątki tysięcy za fanaberie kadrowe pana prezydenta. Zapłacili także blisko 30 tysięcy za jego warszawskie delegacje, pomimo pozostającego na stanie urzędu samochodu służbowego z kierowcą.
Bo wszystko musiało odbywać się w wielkiej tajemnicy. W tajemnicy odbierano naczelnikom prawo do podpisywania decyzji, a przyczynkiem do tego było np. wydanie prawnie legalnej, pozytywnej decyzji na rzecz osoby, której Pan Prezydent lub jego zastępca nie lubił ( co wyraźnie artykułował).
W tajemnicy opłacano sekretarza, zwolnionego a później przez sąd przywróconego do pracy, któremu odebrał pan prezydent wszystkie kompetencje, poza nazwą stanowiska.
W to miejsce utworzył stanowisko wiernego naczelnika wydziału organizacyjnego, w istocie dublującego zakres czynności sekretarza. No i wypłaty były dwie. Niechciany sekretarz to jedna, a naczelnik, sekretarz-dubler druga.
Sprawa niegospodarności w tym przedmiocie zawisła przed prokuraturą. Wyniku jeszcze nie ma.
Inne przejawy niegospodarności, jak wynika z kontroli RIO dotyczyły używania przez władze nieaktualnych kart płatniczych, przekraczania zaplanowanych w budżecie wydatków, podpisywania umów na inwestycje bez zabezpieczenia finansowego czy niepłacenia rachunków firmie śmieciowej, a w konsekwencji groźba wysokich kar z tego tytułu.
Choć to niewiarygodne taka jest powszechna praktyka w urzędzie.
Większość spraw gospodarczych o których piszę znam autopsji, jako osoba, do czasu odejścia z tej pracy, nadzorująca przez wiele lat gospodarkę nieruchomościami miejskimi, oraz jako współpomysłodawczyni wielu projektów inwestycyjnych z wykorzystaniem ziemi gminnej.
Moje doświadczenie pozwala mi stwierdzić, że gmina potrzebuje prezydenta z wizją, szacunkiem dla mieszkańców, otwartego na nowe pomysły i propozycje, wreszcie szukającego płaszczyzn porozumienia .
Nie może nim być osoba bezkompromisowa, gardząca ludźmi, kreująca zasadę, że człowiek powinien pracować za miskę ryżu.
Trudno więc poprzeć obecnego prezydenta i jednocześnie kandydata na ten urząd, gdy miasto potrzebuje kierunku, w którym będzie się rozwijać spokojnie i bez afer i transparentnego wydawania naszych pieniędzy. Idealny kandydat powinien być samorządowcem z krwi i kości, gwarantującym kulturę, wiedzę, pomysł, szacunek do ludzi i gospodarność.
Zachęcam zatem do uważnego przyjrzenia się kandydatom i dokonania przemyślanego i świadomego wyboru. Jest wśród nich osoba dużego formatu, przez większość życia związana z samorządem, z wielkim doświadczeniem w prowadzeniu inwestycji, miejskich, wiedząca jak zapewnić rozwój Raciborza.
Ja oddam swój głos na Jacka Wojciechowicza.
W interesie nas wszystkich leży bowiem, żeby nasz pełnomocnik, zarządzający w naszym imieniu wspólnym majątkiem robił to w sposób racjonalny, efektywny społecznie i gospodarczo.
Elżbieta Sokołowska
Racibórz marzec 2024
materiał nadesłany


