Już 7 kwietnia najważniejsze wybory dekady. Do boju o fotel najważniejszego samorządowca w Raciborzu stają: gość od domu kultury w Kietrzu, właściciel drukarni po technikum, sprzedawca sprężyn oraz wieloletni samorządowiec, prawnik po Uniwersytecie Śląskim. Przyjrzyjmy się dokładniej tym postaciom.
Michał Fita to dyrektor Domu Kultury w Kietrzu, gdzie prawdopodobnie jego największym sukcesem są zawody w drifcie. Koncepcję na prezydenturę człowiek z Kietrza miał prostą – wymyślić kilka haseł wyborczych, które zostałyby sfinansowane z pieniędzy załatwionych przez ministra Michała Wosia. Miałoby to nawet sens, gdyby nie jeden interesujący szkopuł. Minister Woś nie jest już ministrem. Minister Woś nie jest dziś u władzy. Minister Woś zeznaje dziś przed komisją śledczą. Nie wiadomo, czy jutro nie straci immunitetu, a pojutrze nie stanie przed prokuratorem. Nie wiadomo również, czy w czasie śledztwa nie wyjdą jakieś kwiatki związane z finansowaniem ostatniej kampanii wyborczej z Funduszu Sprawiedliwości. Krótko mówiąc pan Fita i jego protektor pan Woś znaleźli się właśnie w politycznym czyśćcu, które prawdopodobnie jest przedpiekłem.
Na pozycji numer dwa znalazł się aktualny włodarz Dariusz Polowy, który swoją prezydenturę zawdzięcza głównie poparciu Prawa i Sprawiedliwości oraz tchórzostwu, bo jak wiadomo strach przed debatą należy do jego naturalnych skłonności. Jego wystąpienia publiczne zresztą można ocenić jedynie w kategoriach porażki. Na starcie swojej prezydentury miał wszystko w swoich rękach. Poparcie Rady Miasta, sejmik wojewódzki w swoich barwach i rządowe zaplecze. Trzeba być ciężkim nieudacznikiem, żeby mając taki handicap, dokumentnie „spartolić” swoje rządy. A jednak się udało. Najpierw za podszeptami „mistrza” samorządu, „Wielkiego Młota” Dawida Wacławczyka pozbył się wiceprezydenta Fity i w ten sposób doprowadził do upadku swoje własne zaplecze polityczne. Później postawił na Jarosława Gowina, który wyleciał z rządu. W dorobku ma rozgrzebane lodowisko, za które prawdopodobnie usiądzie mu prokurator na plecach. Aktualnie jest królem promocji, pierwszą twarzą billboardów w Raciborzu i niewiele więcej. Oczywiście za NASZE pieniądze. Gdy wszystkie sąsiednie miasta powiatowe za jego sześcioletniej prezydentury idą do przodu, on konsekwentnie pogrąża nasz piękny gród nad Odrą w marazmie. Sześć lat jego rządów to tylko nieustanne waśnie, przepychanki i kłótnie z radą.
Artur Kowalski to właściwie człowiek mem. Jego zaplecze intelektualne to konfederacja, a więc ludzie, którzy wierzą w płaską ziemię, w to, że lądowanie na księżycu nakręcono w studiu telewizyjnym i w to, że światem rządzą ludzie jaszczury. Środowisko Kowalskiego uważa, że miejsce kobiety jest w kuchni i najlepiej, aby panie były pozbawione praw wyborczych. Jego doświadczenie samorządowe i zaplecze polityczne jest okrągłe jak zero.
Wreszcie czwartym kandydatem jest Jacek Wojciechowicz. Prawnik. Człowiek, który w życiu pracował jako dyrektor ds. inwestycji w dużej firmie. Był wiceprezydentem stolicy naszego kraju – Warszawy. Pełnił tez funkcję wiceprezydenta Raciborza. To człowiek, który nie boi się debat i wyzwań. Ma polityczne kontakty, których zawsze brakowało Polowemu. Jeszcze nie jest prezydentem, a już u nas się pojawił wojewoda śląski. Dzięki niemu gościliśmy także wiceministra ds. infrastruktury Przemysława Koperskiego. Ma więc przełożenie na władze w Warszawie. Ma także szerokie zaplecze polityczne w mieście. Za jego kandydaturą stoją byli prezydenci miasta, obecni radni, którzy są niezwykle rozpoznawalni w Raciborzu i którzy jutro będą stanowić większość w radzie. Ja nie muszę się zastanawiać na kogo zagłosować.
Mam IQ trochę większe niż delfin. Mam nadzieję, że Wy również i że po 7 kwietnia prezydentem miasta będzie Jacek Wojciechowicz, a Racibórz wykorzysta wreszcie szansę, na jaką zasługuje.
podpisano
Król Julian


