Przed nami 11 listopada, czyli Narodowe Święto Niepodległości. Tego dnia świętować będziemy odzyskanie przez nasz kraj suwerenności, uczestnicząc w oficjalnych uroczystościach, pokazach czy wydarzeniach kulinarnych.
Patriotycznym uniesieniom towarzyszyć mogą także kulinarne przysmaki, kojarzone właśnie z listopadowym świętem – mowa o gęsinie (wszak Na świętego Marcina najlepsza gęsina) i świętomarcińskich rogalach.
Św. Marcin żył w IV wieku naszej ery. W młodości był żołnierzem, wcielonym do armii pod dyktando ojca. Gdy opuścił jej szeregi, przyjął ascetyczny tryb życia i zaczął głosić nauki chrześcijańskie na terenach m.in. dzisiejszych Włoch i Francji, gdzie ostatecznie został biskupem Tours.
Co zatem łączy postać świętego z uwielbianymi od lat w Poznaniu i okolicy rogalami? Cytując stronę internetową regionwielkopolska.pl:
Święty Marcin był rzymskim żołnierzem. Pewnego dnia kiedy wjeżdżał wraz z wojskiem do Amiens zobaczył przy bramie miasta zmarzniętego żebraka. Była zima, na dworze tęgi mróz, a ów człowiek odziany był w liche łachmany. Żal się zrobiło Marcinowi żebraka, odciął więc mieczem połowę swojego żołnierskiego płaszcza – cały swój majątek i podarował go nieznajomemu człowiekowi.Tą historię każdego roku powtarzał proboszcz w poznańskim kościele pw. św. Marcina przed parafialnym odpustem.

W 1891 r. usłyszał ją piekarz Walenty i postanowił uczynić coś równie dobrego jak święty Marcin. Nie przychodził mu jednak do głowy żaden pomysł. Zaczął więc modlić się do świętego Marcina o pomoc. I tak w nocy w przeddzień odpustu usłyszał na gościńcu stukot końskich kopyt. Wyjrzał za próg i zobaczył rycerza w lśniącej, starodawnej zbroi, na siwym koniu.
Tajemniczy jeździec nie odezwał się słowem, spojrzał tylko na Walentego uśmiechnął się i odjechał. Kiedy piekarz oprzytomniał po dziwnym spotkaniu, zobaczył leżącą na śniegu podkowę. Tak! Teraz już wiedział co ma robić. Przez całą noc napiekł ciasteczek z nadzieniem makowym i bakaliami, uformowanych na kształt końskiej podkowy.
Jak dodają urzędnicy, tak naprawdę to Józef Melzer, jeden z działających w 1891 roku w Poznaniu piekarzy, zaproponował rozdawane takich słodkości ubogim po mszy świętej odpustowej 11 listopada.
Gęś z kolei jest jednym z atrybutów św. Marcina. Ponoć gdy kaznodzieja nie chciał przyjąć biskupiej sakry, schował się w … gęsiarni. Jak nietrudno przewidzieć, gęsi bardzo szybko zdradziły kryjówkę przyszłego świętego.
W kilku krajach, w tym w Polsce, tradycją stało się jedzenie właśnie na 11 listopada gęsiny. Mięso to jest źródłem wysokiej jakości białka, żelaza, cynku i witamin z grupy B. Zawiera również zdrowe tłuszcze, w tym kwasy omega-3 i omega-6. Z tego względu uważana za produkt premium. 11 listopada, czyli Święto Marcina, to doskonała okazja, aby spróbować tradycyjnych potraw z gęsi.

Kucharz Gastronom




